Zanim wyślesz zdjęcie dokumentu — przeczytaj to

Wynajem mieszkania przez internet. Kupno roweru z ogłoszenia. Wniosek o pożyczkę. Rejestracja w serwisie. W każdej z tych sytuacji ktoś może poprosić cię o zdjęcie dowodu osobistego. I w każdej z tych sytuacji warto wiedzieć dokładnie, co wysyłasz i komu.
Co właściwie widać na zdjęciu dowodu
Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje: wszystko. Zdjęcie, imię i nazwisko, data urodzenia, numer PESEL, seria i numer dokumentu, adres zameldowania, data ważności. Powyższe dane to dane wrażliwe, a więc informacje, które należy chronić przed niepożądanymi osobami, które mogą je wykorzystać wbrew Twojej woli.
To nie jest lista danych, które razem "coś tworzą". To gotowy zestaw, z którym ktoś o złych intencjach może zrobić całkiem sporo: złożyć wniosek o pożyczkę przez internet, wyrobić kartę SIM, zawrzeć umowę abonamentową, a w skrajnym przypadku założyć działalność gospodarczą na twoje dane.
Zdjęcie dowodu wysłane w dobrej wierze właścicielowi mieszkania, sprzedawcy z OLX albo "przedstawicielowi firmy" weryfikującej tożsamość, zostaje w czyjejś skrzynce mailowej lub na telefonie długo po zakończeniu transakcji. Co się z nim dalej dzieje — najczęściej nie masz pojęcia.
Czy PESEL to dane wrażliwe? Nie, ale to nie znaczy, że jest bezpieczny
W rozumieniu RODO PESEL jest daną "zwykłą", a nie "wrażliwą" — tak jak imię, nazwisko czy adres. Nie należy do kategorii, które prawo chroni szczególnie mocno, takich jak dane o zdrowiu, poglądach religijnych czy orientacji seksualnej.
Ale to rozróżnienie prawne nie oznacza, że PESEL jest niegroźny. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych wskazuje wprost — o czym pisze m.in. w orzeczeniach dostępnych naUODO.gov.pl — że PESEL w połączeniu z imieniem i nazwiskiem powoduje "wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osoby". Sądy administracyjne wielokrotnie to potwierdziły.
Innymi słowy: formalnie nie jest to dana wrażliwa, ale w praktyce należy traktować go tak, jakby była.
Kiedy ktoś ma prawo prosić o dowód
To ważne pytanie, bo wiele osób oddaje zdjęcie dokumentu bez zastanowienia, zakładając, że skoro ktoś pyta — to musi tak być.
Podmioty, które mogą legalnie zbierać PESEL i dane z dowodu: banki, operatorzy telekomunikacyjni, notariusze, urzędy, niektóre instytucje finansowe przy zawieraniu umów. Wypożyczalnia rowerów, właściciel mieszkania na Facebooku, sprzedawca używanej konsoli — nie. Mają prawo do potwierdzenia tożsamości, ale nie do kopiowania dokumentu.
Jeśli ktoś nalega na zdjęcie dowodu w sytuacji, gdzie nie jest to wymagane — to sygnał ostrzegawczy.
Co możesz zrobić zamiast wysyłać pełne zdjęcie
Po pierwsze, pytaj po co. "Do weryfikacji" to nie powód — to frazka. Powód to: "wymagamy kopii dokumentu przy zawarciu umowy najmu na podstawie art. X ustawy Y". Jeśli sprzedawca roweru nie potrafi powiedzieć, po co mu twój PESEL — nie musi go mieć.
Po drugie, zamazuj dane. Jeśli musisz wysłać zdjęcie, zamazuj to, co nie jest potrzebne. Przykładowo, możesz zasłonić PESEL, serię i numer dowodu albo nałożyć na skan napis "wykonano na potrzeby transakcji z dnia…" — to ogranicza możliwość ponownego użycia dokumentu.
Po trzecie, używaj mObywatel. Aplikacja rządowa pozwala potwierdzić tożsamość bez pokazywania fizycznego dokumentu i bez wysyłania jakichkolwiek zdjęć. W wielu sytuacjach — przy wynajmie mieszkania, u operatora komórkowego, przy odbiorze przesyłki — to wystarczy i jest bezpieczniejsze niż wysyłanie skanu przez komunikator.
A jeśli dane już wyciekły
Wyślesz zdjęcie, a potem będziesz się zastanawiać co robić. Może nic złego się nie stanie. Albo za kilka miesięcy dostaniesz wezwanie do zapłaty za pożyczkę, której nie brałeś.
To czy PESEL to dane wrażliwe jest pytaniem retorycznym — odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Na szczęście, w sieci jest wiele sposobów na to, by odpowiednio go chronić, np. przez BIK, zastrzeżenie PESEL i inne narzędzia.
Warto też wiedzieć, że od połowy 2024 roku można zastrzec PESEL przez aplikację mObywatel bezpłatnie. Przy zastrzeżonym numerze banki i firmy pożyczkowe mają obowiązek odmówić podpisania umowy — nawet jeśli ktoś ma twoje pełne dane.
Jedno zdjęcie dokumentu wysłane przez Messengera albo mailem może krążyć latami. Nie zawsze w złej wierze — może właściciel mieszkania naprawdę nie wiedział, co z tym zrobić i leży to od dwóch lat w jego skrzynce odbiorczej. Ale i tak nie masz nad tym kontroli. Nie wiesz, czy jego konto zostanie kiedyś zhakowane, czy dane zostaną sprzedane, czy ktoś inny zobaczy tę skrzynkę.
Warto przed wysłaniem zatrzymać się na chwilę i zadać sobie jedno pytanie: czy ta osoba naprawdę tego potrzebuje? Faktem jest, że najczęściej nie potrzebuje.






