WILCZA - gm. Kłodzko (inf. wł.). W tej wsi położonej za górami i lasami w ostatnich latach zaszło wiele pozytywnych zmian. Ma w nich swój udział sołtys Ryszard Jastrzębski, którego praca społecznikowska, duża aktywność samorządowa i często niemała determinacja w dążeniu do celu pozwoliły spełnić niejedno oczekiwanie mieszkańców. Gospodarz Wilczej nie ukrywa, że funkcja, z którą zetknął się na początku lat 80. poprzedniego stulecia, wiąże się z pokonywaniem drogi nie usłanej różami.
Wilcza leży przy drodze wiodącej ze Srebrnej Góry do Wojborza
Miał raptem 25 lat, gdy podczas zebrania wiejskiego to na niego większość mieszkańców wskazała jako nowego gospodarza Wilczej. Wtedy ta podgórska wieś była skłócona, widoczny był w niej podział na dwa przeciwne obozy, które wystawiły swoich kandydatów na wakującą funkcję po zmarłym sołtysie...
- Zdecydowałem się wystartować jako trzecia chętna osoba z myślą o przerwaniu niesnasek. I w drugiej turze, przy stuprocentowej frekwencji mieszkańców uprawnionych do głosowania, wskazano na mnie. Było to 24 listopada 1981 roku - wspomina Ryszard Jastrzębski. - Do dziś pamiętam, że zebranie prowadzone przez sekretarza gminy Mariana Trojana trwało aż pięć godzin. A po nim zaprosiłem jego uczestników do siebie, na lampkę wina, by przełamać lody. Ucieszyłem się, kiedy także pojawili się dotychczasowi antagoniści. Z obu stron przedstawiciele weszli do nowej rady sołeckiej, ustaliliśmy sobie, co chcemy zrobić w najbliższym czasie...
Wtedy p. Ryszard był pracownikiem ówczesnych Opolskich Zakładów Napraw Samochodowych w Kłodzku, ale właśnie przejmował od teściów gospodarstwo rolne; było ono nastawione na hodowlę bydła oraz owiec. Czasy do łatwych nie należały, czego potwierdzeniem było wprowadzenie stanu wojennego. A on musiał jak najszybciej dowiedzieć się, jakie obowiązki należą do gospodarza sołectwa, z czym nie może się wychylać, aby nie zaszkodzić sobie, co głównie społeczności, która jemu zaufała. W związku z tym bardzo często jeździł do Urzędu Gminy w Kłodzku, poznając jego pracę, samorządu, różnych instytucji.

W
ieś otrzymała oświetlenie uliczne m.in. za pieniądze z województwa
- W tamtym czasie bardzo dużo pomógł mi naczelnik Czesław Pogoda. Zawsze znalazł chwilę, aby odpowiedzieć na wiele mnie nurtujących pytań. Podkreślał, że dobry sołtys nie powinien bać się spotkań z mieszkańcami, dlatego jego wizyty u nich zawsze okazują się przydatne dla obu stron. Naczelnik osobiście dał temu wyraz, gdy w czerwcu 1982 roku przyjechał do Wilczej na zebranie z mieszkańcami. Zjawił się znacznie wcześniej i wybrał się przez wieś. Czekałem na niego o oznaczonej godzinie, a tu ani włodarza, ani ludzi. Już przestraszyłem się, że coś namieszałem z godziną rozpoczęcia zebrania, gdy przyszedł z niemałą grupą mieszkańców. Każdy z nich miał do niego sprawę - przywołuje fakt nasz rozmówca. - Zrozumiałem, że w ten sam sposób musi odnajdować się sołtys. Wtedy zaczęło się wydawanie kartek żywnościowych i talonów na paliwo, okazji do wizyt nie brakowało.
Młody i rzutki gospodarz Wilczej zyskiwał coraz więcej sojuszników. Także dlatego, że szybko reagował na pomysły zgłaszane przez środowisko. Do wiejskiego kalendarza wydarzeń weszły spotkania noworoczne, z okazji Dnia Kobiet i Dnia Matki, również imprezy na Dzień Dziecka. Nie, nie urabiał się przy nich w pojedynkę, bo do współpracy angażował poszczególne grupy mieszkańców. Nic też dziwnego, że podczas kolejnych wyborów sołeckich okazał się jedynym kandydatem do pokierowania Wilczą.
Z każdym następnym miesiącem radził sobie lepiej, choć przybywało innych obowiązków, m.in. został przewodniczącym Zarządu Gminnego Związku Młodzieży Wiejskiej, a niedługo później szefem tej organizacji w byłym województwie wałbrzyskim. Ale już wtedy podgórska wieś doczekała się przystanku autobusowego z wiatą i nieco później asfaltowej drogi do końca miejscowości. W roku 1989 sołtys doprowadził do utworzenia społecznego komitetu budowy oświetlenia ulicznego w Wilczej...
- Z tym faktem wiąże się takie humorystyczne zdarzenie. Z naczelnikiem Pogodą pojechaliśmy do wojewody Władysława Piotrowskiego, by poprosić o finansowe wsparcie dla tego zadania. Usłyszeliśmy, że województwo dołoży połowę funduszy, gdy gmina i nasz komitet resztę. Szybko zebraliśmy to, co było po naszej stronie, przeprowadzono roboty, a kiedy przyszło płacić nastąpiła spora inflacja. To oznaczało, że lwią część musiało uregulować województwo. Do tej pory pamiętam niepocieszoną minę wojewody i satysfakcję, że udało nam się sprężyć - podkreśla R. Jastrzębski.
Od wielu lat mieszkańcy mają gdzie się spotykać
Wilczanin w tym samym roku został wybrany, z ramienia Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, na posła RP. Częste wyjazdy do parlamentu umiejętnie łączył z byciem sołtysem. Do izby niższej i rządu wniósł wiele spraw związanych nie tylko ze wsią. Zanim to uczynił, dzięki posłankom ze swojej partii, Teresie Malczewskiej z Mirska i Bożenie Kuc z Siedlec, szybko poznał tajniki funkcjonowania na szczytach władzy. Wiedział, kiedy zapukać do drzwi np. ministra Jacka Kuronia czy ministra Aleksandra Bentkowskiego, na co zwrócić uwagę wizytującego go w Kłodzku marszałka Sejmu Józefa Zycha. Z tamtego okresu z p. Ryszardem można łączyć ratowanie przed likwidacją Wałbrzyskiego Kombinatu Budowlanego wznoszącego mieszkania także na ziemi kłodzkiej, budowę basenu przy jednej ze szkół w Świdnicy i szkoły w Grodziszczu koło Stoszowic, wznoszenie oczyszczalni ścieków w Wojborzu i jego wodociągowanie, rozwiązywanie problemów szkół rolniczych, kultury wiejskiej, przedsiębiorstw rolnych.
Pan Ryszard sołtysem był i wtedy, gdy w lipcu 1994 r., na wniosek burmistrza Kłodzka Stefana Cygnarowicza został jego zastępcą. Zrezygnował z tej funkcji trzy lata później.
- A to z powodu ogromu spraw, które wspólnie z nową burmistrz, Małgorzatą Kwiatkowską, musieliśmy załatwiać w wielu miejscach. Nie chciałem być tzw. malowanym sołtysem, niesłowną osobą, dlatego wolałem ustąpić miejsca komuś innemu - przyznaje rozmówca i dodaje, że na miarę swoich możliwości pomagał w rozwiązywaniu kolejnych bolączek swojej wsi i gminy. W przypadku tej drugiej, to w roku 1998 po raz pierwszy został przewodniczącym jej rady, w której wcześniej zasiadał jako radny.
Lokalny trakt nie straszy wybojami
Kolejne wybory sołeckie w rodzinnej wsi na początku lat 2000 ponownie zakończyły się sukcesem R. Jastrzębskiego. Z właściwą dla siebie dynamiką w działaniu zabrał się za czynienie Wilczej bogatszą i bardziej przyjazną dla przybyszów. Dzieciaki chciały boisko do gier, więc znalazło się dla niego miejsce. Nie odesłał z kwitkiem dziewcząt, kiedy poprosiły o młodzieżowe potańcówki. Trzeba było zrobić spotkanie integracyjne, też nie było sprawy. Za wójta Ryszarda Niebieszczańskiego w Wilczej zbudowano świetlicę, zaś za wójta Stanisława Longawy rozpoczęto budowę wodociągu zakończoną za kadencji obecnego wójta Zbigniewa Tura. W międzyczasie sołtys, wspomagany przez radę sołecką, jeszcze bardziej przybliżał podgórską wioskę do współpracy z okolicznymi kołami gospodyń wiejskich, klubem sportowym ATS Wojbórz, radą parafialną, ośrodkiem kultury, szkołą i biblioteką, w tym jej filią w Wojborzu kierowaną przez Małgorzatę Kłonowską, z sołtysami wspomnianego Wojborza.
- Trzy lata temu właśnie w sąsiednim i o wiele większym Wojborzu powstał klub seniora, którego zostałem prezesem. Pracowaliśmy nad tym projektem wspólnie z dyrektorką ośrodka kultury Eweliną Ptak. Efekt przeszedł nasze oczekiwania, gdyż mamy aż osiemdziesięcioro członków z: Łącznej, Młynowa, Wilczej i Wojborza oraz Bożkowa i Czerwieńczyc z gminy noworudzkiej - informuje sołtys, zarazem przewodniczący Rady Gminy Kłodzko tej kadencji. - W czasie naszych spotkań klubowicze przekonują się, że gospodarz wsi ma szczególną rolę do spełnienia. Kiedyś zbierał podatki i roznosił pisma urzędowe, zaś dzisiaj po prostu musi wodzić rej wśród swojej społeczności, aby być szanowanym. Ja ciągle rozumiem to tak, że gdy pojawi się warta poparcia inicjatywa, to czynię to na wszystkie możliwe sposoby. Tym bardziej, że przez te wszystkie lata naprawdę nauczyłem się słuchać ludzi i wyciągać wnioski. A że ciągle pozostaję łącznikiem między sołectwem i gminą, to łatwiej jest mi je przekazać tym, którzy decydują o podziale pieniędzy.

Ryszard Jastrzębski - sołtys Wilczej, zarazem
przewodniczący Rady Gminy Kłodzko
Marzeniem gospodarza Wilczej jest to, aby dotarła do niej jeszcze nitka gazociągu, z czasem kanalizacja. Tym samym wioska stałaby się w pełni uzbrojona w media i jeszcze lepiej zaspokajała potrzeby swoich mieszkańców. Jeśli i w tym zakresie uda się coś zdziałać, to będzie bardziej usatysfakcjonowanym sołtysem. A na teraz pana Ryszarda cieszy, że jego miejscowość wyszła z zapomnienia, że chcą w niej mieszkać rodacy z Kanady, Grecji, Warszawy czy Katowic, zaś tubylcy widzą sens działania dla wspólnego dobra.
(bwb)
PS. W najbliższy czwartek, 11 bm. przypada Dzień Sołysa. Wójt gminy wiejskiej Kłodzko Zbigniew Tur, tak sołtysowi Ryszardowi Jastrzębskiemu, jak i gospodarzom wszystkich sołectw składa podziękowanie za ich aktywność na rzecz swoich małych społeczności oraz dobra całej gminy.