KŁODZKO (inf. wł.). Jeszcze na przełomie lat 70. i 80. poprzedniego stulecia ówczesne władze polityczne i administracyjne miasta zakładały w programie perspektywicznym, że w roku 2030 powinno ono liczyć około 50 tys. mieszkańców. Ten demograficzny optymizm wynikał m.in. z dynamicznego wówczas rozwoju wielorodzinnego budownictwa mieszkaniowego, w ślad za czym do Kłodzka przenosiło się wiele rodzin z pobliskich i dalszych miejscowości, głównie wsi. Na osiem lat przed wspomnianym rokiem nic nie wskazuje na to, aby prognoza sprzed ponad 40 lat miała się ziścić.
Burmistrz Michał Piszko chciałby powstrzymać odpływ młodych ludzi z Kłodzka
- Dzisiaj Kłodzko zamieszkuje ponad 25 tysięcy osób, a więc połowa z tej wówczas założonej liczby. Jest tego wiele przyczyn - zauważa burmistrz Michał Piszko. - Większość miast powiatowych systematycznie się wyludnia, przegrywając rywalizację z takimi ośrodkami jak Wrocław. Po prostu miasta wojewódzkie "wysysają" z mniejszych miejscowości młode pokolenie, stwarzając mu warunki do studiowania, zapewniając szersze spektrum pracy, wypełnienia wolnych chwil wieloma rozrywkami. Na pewno nie powstrzyma się tej migracji np. poprzez zaangażowanie większych funduszy z nowej perspektywy unijnej do miast tracących swoje funkcje gospodarcze i środowiskowe. Zwrócę uwagę, że to będzie długotrwały proces, trudno wyrokować na tę chwilę, jaki przyniesie efekt. Przy tym tego rodzaju problemy już trzeba rozwiązywać na poziomie krajowym, a nie na wojewódzkim. Powinno się dywersyfikować zaludnienie pewnych obszarów zgodnie z przemyślaną i przyjętą do realizacji polityką. Tacy włodarze, jak burmistrzowie czy wójtowie na to wpływu nie mają, poza tym sami nie podołają wyzwaniom.
Na zmniejszenie się liczby mieszkańców Kłodzka, które jeszcze kilkanaście lat temu miało ich ponad 30 tysięcy, także przełożyła się masowa emigracja rodaków. W miejsce likwidowanych instytucji i podmiotów gospodarczych nie pojawiały się nowe, przynoszące tak wypatrywane stanowiska pracy. Wysokie bezrobocie, towarzyszące mu obniżenie się poziomu życia zachęciły do wyjazdów całe rodziny obierające kurs nie tylko na Europę. Po latach wracają jednostki, zauważają dokonujące się zmiany, ale czy na tyle wystarczające, aby ich miasto miało mocniejszą pozycję.
Na pewno dobrym rozwiązaniem okazało się uruchomienie w Kłodzku trzech uczelni wyższych, do których stopniowo przekonują się absolwenci szkół średnich z ziemi kłodzkiej. To również z myślą o nich rozwija się np. deweloperskie budownictwo mieszkaniowe w osiedlu Słonecznym. Po latach zastoju jest zapowiedź stworzenia około 400 miejsc pracy w centrum logistycznym, które ma powstać w rejonie ul. Dusznickiej.
Położone w kotlinie miasto jest w demograficznym odwrocie
- Tego typu działania połączone z ofertą kulturalną, turystyczną, w ogóle atrakcyjnego spędzania wolnego czasu przyniesie rezulatat w postaci tego, że jednak część młodych ludzi pozostanie na naszym terenie. Nie da się ukryć, że właśnie tego pokolenia zaczyna nam w Kłodzku brakować - przyznaje jego włodarz.
Statystyki z ostatnich lat wskazują, że miasto nad Nysą ciągle objęte jest czerwonym kolorem, jeśli chodzi o odpływ ludności. Jest np. grupa mieszkańców w nim zameldowanych, ale swoje ośrodki życiowe mających we Wrocławiu czy Krakowie. To, że rozrasta się osiedle Słoneczne nie znaczy, iż zasiedlają je tubylcy, lecz jest potwierdzeniem, że swój kapitał w nowych mieszkaniach lokują poznaniacy, wrocławianie czy opolanie. Dla nich te lokale stanowią bazę wypadową na całą ziemię kłodzką.
Tak więc program perspektywicznego rozwoju Kłodzka, który przed czterema dekadami zakładał jego dynamiczny rozwój, okazał się stricte życzeniowym. A dziś, przy obecnych realiach gospodarczych oraz politycznych to nawet nie ma chyba sensu porywać się na przepowiadanie dla niego odległej przyszłości. Zresztą nie tylko dla niego.
(bwb)