(Inf. wł.). Słoneczna pogoda, jesienne krajobrazy i dziesiątki łap na leśnych szlakach. W sobotę, 17 bm., Złoty Stok po raz kolejny gościł miłośników aktywnego wypoczynku z psami, którzy spotkali się na finale Pucharu Polski w Dogtrekkingu.

Miejscem startu zawodów tradycyjnie było Skalisko, czyli teren dawnego kamieniołomu, skąd uczestnicy wyruszali na jedną z trzech tras: 5-kilometrową Chihuahua, 15-kilometrową MINI lub 25-kilometrową MID. Do wyboru mieli start indywidualny bądź rodzinny. A że Góry Złote obfitują w lasy mieszane, o tej porze roku szlaki zachwycają bogactwem barw - od zieleni, przez żółcie i czerwienie, aż po głębokie brązy.

– W Złotym Stoku jesteśmy już po raz osiemnasty. Można powiedzieć, że to już bardzo dojrzała przyjaźń – powiedział nam prowadzący wydarzenie Dawid Wowra i dodał – To jest przygoda na cztery łapy i dwie nogi. Przede wszystkim daje możliwość wspólnej aktywności na świeżym powietrzu. Niezależnie od tego, czy ktoś jest sportowcem i lubi wysiłek, czy chce spędzić czas z rodziną i psem, dogtrekking jest idealnym sposobem na przeżycie wspólnej przygody w wyjątkowym miejscu.
Jak zauważył D. Wowra, obok stałych bywalców coraz częściej pojawiają się debiutanci. Zawodnicy przyjeżdżają z różnych zakątków Polski, w tym z Trójmiasta, Krakowa, Warszawy, Wrocławia czy Poznania.

Przed wyruszeniem na trasy uczestników powitała burmistrzyni Grażyna Orczyk, która szczególnie ucieszyła się z obecności mieszkańców gminy oraz osób rozpoczynających swoją przygodę z dogtrekkingiem. – Dużo złota na trasie. Złoto na drzewach i złoto w ziemi – zauważyła, nawiązując do jesiennego krajobrazu i górniczej historii miejscowości. Życzyła jednocześnie zawodnikom zdrowia i bezpiecznego pokonania wybranych dystansów.
Choć niektórzy znają okoliczne szlaki niemal na pamięć, organizatorzy potrafią ich zaskoczyć. Przekonuje o tym Julka ze Złotego Stoku, która w dogtrekkingu bierze udział już po raz dziesiąty.

– Za każdym razem trasa potrafi mnie zaskoczyć. Są punkty, które się powielają, jak na przykład Jawornik Wielki, ale droga na ten szczyt za każdym razem przebiega inaczej – opowiadała. Jak wyjaśniła, uczestnicy muszą odnajdywać punkty kontrolne i potwierdzać ich osiągnięcie za pomocą dziurkacza lub hasła. Pomyłka może oznaczać punkty karne. Mimo tego dodatkowego wyzwania zachęca do udziału wszystkich właścicieli czworonogów: – Nie trzeba być sportowcem ani kimś szczególnie zaawansowanym. Wystarczy mieć psa.

Po raz pierwszy w złotostockich zawodach pojawili się natomiast Justyna i Marcin z Nysy, występujący jako Chmurołazy. Towarzyszyła im pięcioletnia samojedka Lyra. Górskie wędrówki nie są im obce - zdobywają Koronę Gór Polski i realizują kolejne turystyczne wyzwania. Tym razem postanowili sprawdzić się w dogtrekkingu. Jak przyznali, do przyjazdu zachęciły ich bliskość Złotego Stoku oraz chęć spróbowania czegoś nowego.

Na tutejsze szlaki chętnie wracają również Krzysztof i jego syn Fabian z Wrocławia, którym towarzyszą dwa cocker spaniele angielskie - Luna i Rysio. Dla tej czwórki był to już kolejny wspólny start.
– Ta trasa jest wyśmienita, to jedna z moich ulubionych lokalizacji. Bardzo fajne położenie startu i mety oraz piękne góry – oceniał Krzysztof, który wraz z synem regularnie uczestniczy w zawodach.
Dogtrekking nie jest jednak propozycją wyłącznie dla doświadczonych piechurów czy biegaczy. Jak zauważył prowadzący, w Złotym Stoku spotykają się całe rodziny, osoby w różnym wieku i o różnym przygotowaniu kondycyjnym. Najmłodszy tegoroczny uczestnik miał zaledwie rok i dwa miesiące, a trasę przemierzał w nosidełku niesionym przez tatę.
Sobotni finał był więc nie tylko okazją do sportowej rywalizacji, lecz także do wspólnego spędzenia czasu na łonie natury. A patrząc na entuzjazm uczestników, można przypuszczać, że wielu z nich powróci na złotostockie szlaki również za rok.
(bp)
FOTOMIGAWKI Z WYDARZENIA:
.jpg)












