ZIEMIA KŁODZKA (inf. wł.). Z czterech suchych zbiorników przeciwpowodziowych, które dopiero co powstały w subregionie kłodzkim, dwa jeszcze fizycznie nie są oddane do użytku. Co ciekawe, jeden z nich, ten w Krosnowicach fetowano we wrześniu tego roku.

Zbiornik w Krosnowicach jeszcze jest w rękach wykonawcy inwestycji
Najpierw opady śniegu, później jego szybkie topnienie - ta sytuacja spowodowała, że wszystkie potoki i rzeki niewpadające do cieków przepływających przez nowo powstałe zbiorniki w miarę szybko podniosły poziom wody w Nysie Kłodzkiej. A jeśli do tego doda się fakt, że dwa z tych zbiorników, tj. w Szalejowie Dolnym i Krosnowicach jeszcze nie znajdują się w rękach Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, bo pierwszy nadal pozostaje w budowie, a drugi - mimo wrześniowej fety związanej z finiszem robót -aktualnie podlega usunięciu ujawnionych uchybień, to mamy część odpowiedzi na przyczynę w dalszym ciągu istniejącego zagrożenia powodziowego.
- Dobrze, że zadziałały prawidłowo zbiorniki w Boboszowie oraz Roztokach, bo wyhamowały przepływ większej wody. Obniżenie wysokości fali poniżej tych obiektów o każde 10 cm to pewność, że w Rowie Górnej Nysy oraz w Kotlinie Kłodzkiej, najbardziej narażonych na podtopienia, a nawet powódź, zagrożenie się oddala - podkreśla etatowy członek Zarządu Powiatu Kłodzkiego Piotr Marchewka. - Nasz dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Jan Kalfas wykonał w tych bardzo niespokojnych godzinach olbrzymią pracę, porozumiewając się z wykonawcą inwestycji, aby tak w Szalejowie jak i Krosnowicach wyhamować przepływ wody. Niemniej ubolewamy nad tą sytuacją, bo co innego idzie w przestrzeń publiczną, a co innego jest, jak w przypadku wspomnianych Krosnowic.
Ale nie tylko Krosnowic, gdyż okazuje się, że zbiornik w Roztokach nie został wpięty do systemu osłony, co jest bardzo ważne w przypadku ostrzegania społeczeństwa przed zagrożeniami. Zresztą jest dużo do zrobienia w zakresie koordynacji działań i kolejnych inwestycji.
- Wójt gminy Kłodzko Zbigniew Tur od dawna prosi o przeprowadzenie regulacji Nysy Kłodzkiej w Krosnowicach, w miejscu najbardziej narażonym na powódź. I nie tylko on nie może tego się doczekać - zauważa rozmówca DKL24.PL. - Dobrze, że trwają takie prace na terenach zurbanizowanych w granicach kilku miast. Zaczęły się z opóźnieniem i też wymagają czasu. Zauważę tylko, że u nas te zagrożenia powodzią są w miarę częste, do tego postępują szybko, stąd wykazywana niecierpliwość, szczególnie ze strony mieszkańców terenów najbardziej podatnych na zalania.
Władze powiatu kłodzkiego, które przed laty zainicjowały stworzenie lokalnego systemu osłony przeciwpowodziowej, bardzo zależy na jego sukcesywnej rozbudowie. Stąd ich wniosek do Komisji Europejskiej o sfinansowanie kolejnych zamierzeń w zakresie poprawy bezpieczeństwa.
Nysa Kłodzka znowu popłynęła wysoką falą
- Na konto tych poczynań podjęliśmy współpracę z partnerem czeskim, czyli Broumovem, aby włączyć go do LSOP-u (w kontekście np. rzeki Ścinawki - dop. red.). Wtedy powiat kłodzki, Wody Polskie, IMGW i in. mielibyśmy wspólną platformę monitoringu sytuacji na rzekach i potokach w tej części pogranicza polsko-czeskiego. Bierzemy na siebie koordynację tego zadania. Mam nadzieję, że stanie się faktem w drugim półroczu 2024 roku - puentuje P. Marchewka.
(bwb)