KŁODZKO (inf. wł.). Pewna grupa uchodźczyń wojennych z Ukrainy, która razem z członkami swoich rodzin trafiła do miasta pod twierdzą wiąże z nim swoją przyszłość. Zdaniem burmistrza Michała Piszki - stanowią one do 10 proc. wszystkich osób przyjezdnych z tego kraju, którzy przewinęli się przez Kłodzko. To nie jest liczna gromada - co najwyżej kilkadziesiąt osób.
Władze miejskie nie prowadzą jakiegokolwiek rejestru dotyczącego np. deklarowanego pozostania na stałe tej grupy przybyszów. Podobnie jak w innych gminach operują prognozami wynikającymi np. z ilości wynajętych mieszkań bądź liczby zatrudnionych Ukrainek i Ukraińców w kłodzkich instytucjach i podmiotach gospodarczych. Pod uwagę też bierze się liczbę ich dzieci uczęszczających do miejscowych szkół bądź znajdujących opiekę w przedszkolach.
- Przyjmujemy jako prawdopodobieństwo, że proces wiązania się tych ludzi z pracą, oświatą i wychowaniem przedszkolnym oraz żłobkowym jest zapowiedzią ewentualnego zamieszkania na stałe w Kłodzku i ubiegania się o obywatelstwo polskie - zauważa włodarz. - Temu jak najszybciej powinny wyjść naprzeciw wcześniejsze zapowiedzi naszego rządu, że np. zacznie rozwiązywać problem mieszkaniowy, z jakim borykają się rodziny ukraińskie mieszkające w Polsce.
(bwb)